zaźrebienie w konkwiście

23 stycznia 2018

ukołysz
duszę
po wsze
czasy
dobrobytu
we wspólnotach
modłów
ukojennych
jak
stajnie
przepełnione
źrebiętami
a podkujże
kopyta
coby
stępa
po brukach
znaczyły
pewne
w to
w co
uwierzyły
w
Barbarossie
czy
Meridzie
cała
konkwista
Estremadury
Twojej

by
Znaczyć
Siebie.

na gniadoszu gnała…..

23 stycznia 2018

moją
stolicą
serce
na
rubieżach
wojna
unisono
potem
boso
podwiędła
lolita
wkracza
na
bastiony
a bestiariusz
jeden
wypełniony
okazami
człeko
karły
karło
mazy
umizgi
nimfetyczne
stopki
na
twarzach
lub
w ustach
na
perwersjach
ogiernych
lecz
jedno
nutnie
posłyszałam
szelest
tajemny

miłość
się
wyśniła
na
gniadoszu
gnała.

przepowiednia……

6 stycznia 2018

magowie
trzech
zakątków
transmutacji
translokacji
w pokłonie
przed
Tym
Który

Zmieni
oblicze
Tego
Świata

w
nieskończonym
cierpieniu
z
zaułków
duszy
ciało
wystawione
na
plagiat
tanich
dewot
na
czworakach

krzyże
dla
ukrzyżowań
zamienię
w
żart
tylko
mi
sama
rozpacz
za
utraconą
ludzkością
za
Ziemią
bezpowrotną

tylko
mi
widzieć
oczami
stuletnimi
moją
mateczkę
błękitną
co
zszarzała
za
sprawą
gatunku

z Marsa
z orbity Ziemi
z innych
planet

tam
już
tylko
mój
dom
dziecko
Jezusoidalne

magowie
wiedzieli

nie
wypowiedzieli.

do ostatniej krwi!

6 stycznia 2018

te
romantyczne
twarze
zapatrzone
niewinne
w prostocie
swoich
uczuć

nie
chcę
patrzeć

moje
twarze
ociekają
błotem
wysokie
rybackie
kalosze
przelewają
szlam
biała
batystowa
sukienka
stała
się
czarna
zastygłym
błotem
skruszała
błona
rozszarpana
próżnością
kutasa

za
parawanem
jest
drzewo
moje
drzewo
życie
którego
tęsknię
historia
celulojdu
tylko
do
obejrzenia

kup
mi
szczęście
możesz
mam
jeszcze
uzębienie

jutro
pogryzę
świat
do
ostatniej krwi!

dekalog gdzie?

6 stycznia 2018

nawidzę
nie
święta
puste
pokojem
Van Gogh
kosiarzem
w łagodnym
słońcu
śmierć
niepostrzeżona
w
pustej
studni
gwiazdy
rozbłysły
bez
telefonów
spotkań
zaproszeń

nie
ma
Ciebie
na
mapie
ludzkiego
wszechświata

słowa
bliskie
w
szamotaninie
oddechu
szczerości
prawdo
zacznij
być

nie
kłamię
dlatego
jestem
wyklęta.

nie wstyd.

4 stycznia 2018

Czarne

labradory

oswojone

wilgocią

mammalis

imitatrix

jak

Beatrycze

jak

Liwia

jak

Salome

niewinne

w uczcie

ziemskich

zawiłości

proste

ciałem

mową

przeniczną

rasowe

samice

prawda

wnętrzności

bezpamięci

do tego

słowa

słowa

słowa

to

zdarzenie

należy

do

kosmosu

jesteś

chwilowym

okazem

ja

również

chcę

tego

co

możliwe

i

tego

co

zdaje się

nie

jednak

uparcie

jestem

sobą

do

utraty

zmysłów

wstyd

pozostał

daleko.

GinZu……

4 stycznia 2018

genetyczne
żydówki
słowa
nie
chodzą
do kościoła
na modlitwę
tylko
łąką
ciepłą
nagie
oddają się
słońcu
złotouste
mokrosrome
kopytnym
centaurom
za
myśli
ulotne
za
uściski
ruchome
myslami
wszechświata
skłócone
w maestrii
nadpobudliwe
poetki
jak
z Tuwima

dzikie
koryfejki
wyuzdane
midinetki

rozumiem
ciebie
bardziej
niż
jestem

Zuzanno.

jak kocham.

2 stycznia 2018

król

tego

plemienia

dobrze

zna

ludzi

jest

jak

niebo

otulające

ziemię

roztropny

on

rozumny

tak

wielce

że

zapada

w

serce

a potem

niewymownie

jest

po prostu

strzelistość

jego

myśli

to

niezaprzeczalne

światłem

zrodzonym

z kobiety

i

mężczyzny

ze

szczyptą

pana

boga

i

pasku

przeminięć

po

tysięcznym

ziarnku

zakwitnę

na

twym

łonie

sarną

brzemienną

w

miłość.

dziękuję……

2 stycznia 2018

otwierasz
mi
oczy
ustami
myśli
rozgrzewasz
myślami
mówisz
ciszej
wymowniej
niż
cisza
i
już
ciebie
nie
słyszę
bom
w
twoją
zatopiona
ciszę.

tak…jestem.

2 stycznia 2018

nie

wiedziałam

że

tak

można

że

potrafię

że

jestem

że

sobą

jeszcze

i

że

na

nowo

jestem

jak

dawniej

kiedy

byłam

pierwsza

.


  • RSS